Na sawannie był piękny dzień. Wesoły król Lwiej Ziemi, Ahadi, poszedł do wodopaju, by się napić. Nagle, coś chlupnęło i oblało Ahadiego. Był mokry do suchej nitki!
- Co to? Kto to? - Przestraszył się król - Gdzie kolwiek jesteś, wychodź!
- Nie musisz krzyczeć.
- Kim ty jesteś?
I przed lwem, pojawiła się piękna, młoda lwica. Ona nie była w stadzie Ahadiego.
- Jestem Uru. - Odezwała się lwica.
- Czy jesteś, ja tylko głośno wyślę, ze Złej Ziemi? - Zapytał Ahadi.
- Tak. Ale mnie już tam nie chcą. Więc przyszłam tu.
- Chcesz nalerzeć do mojego stada?
- Tak, a mogę?
- Oczywiście!
I poszli na Lwią Skałę. Po drodze oczywiście rozmawiali, o różnych sprawach.
- Witajcie! - Ahadi powitał się z lwicami.
- Cześć! - Odpowiedziały mu lwice.
Ahadi był samotnym królem objął władzę, ze względu na śmierć rodziców.
- Kto to jest? - Pytały lwice.
- To jest Uru - Otpowiedział im lew.
- Ze Złej Ziemi? - pojawił się Kal.
- Tak. - Odpowiedział mu Ahadi.
- A umie polować? - Wtrącił się Daheti.
- Tak, umiem - Odpowiedziała Uru.
Całe dnie mieszkańcy Lwiej Ziemi poznawali Uru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz