Miesiąc później. Ahadi myślał o królowej.
- Morze Zadera? – Pytał sam siebie.
- Nie - Odpowiedział sam sobie - Ona jest samolubna. Hmm... A morze Safada? Nie! Ją chce Kal. Hmm.... O Karze to wole nie mówić, Ją chce Daheti. A morze Uru?! Tak! Ona Jest doskonała! - I pobiegł do niej.
- Uru! Jesteś tutaj? Nie spodziewałem się, że będziesz na granicy! Co się stało?
( Uru płakała )
- Dziś rano, były tu hieny.
- To zrozumiałe one mają swój dom na Lwiej Ziemi.
- A ja też rano tu byłam. Z bratem na spacerze. Nagle hieny mnie zaczepiły i zaczęły bić. Taku mnie bronił. Hieny go rozszarpały. On odwrócił ich uwagę, a ja uciekłam.
Ahadi współczuł Uru, wiedział jak jest smutno, gdy ktoś odchodzi. Żeby ją pocieszyć, opowiedział jej jak zgięli jego rodzice.
- ... I wpadli do Wąwozu, i umarli. - Zakończył Ahadi.
I rozmawiali o różnych smutnych wydarzeniach. A w sercach czuli ogromną moc. To była miłość. Zakochali się w sobie, chcieli być ze sobą, na zawsze! Zakochani wrócili na Lwią Skałę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz