Po paru dniach Ahadi i Uru mieli stać się małżeństwem. 6 rano, lew już nie spał. Ahadi poszedł nad wodopój, by się napić. I gdy tak pił myślał, czy robi dobrze, żeniąc się z Uru. Nagle coś na niego chlupnęło. To znowu była Uru.
- Uru! Chcesz żebym zawału dostał?! - Przestraszył się Ahadi.
- Jeśli życie byłoby piękne, to byś wrócił. - Powiedziała Uru.
- Chodź ze mną. - Powiedział Ahadi.
- Do kąt?
- Chodź to się przekonasz!
I doszli do polany, gdzie wiatr wiał spokojnie.
- To tutaj. - Rzekł Ahadi. - To tu przyszedłem na świat.
- Ooooo. Czego to mnie to pokazujesz?
- Bo moja mama przed śmiercią powiedziała mi, że mam pokazać to miejsce swojej wybrance. Jeśli tak zrobię, dopisze nam szczęście.
- Jak to miejsce się nazywa?
- Dolina Spokoju.
Byli tam do 8.
- Uru, pora wracać.
- A wrócimy tu?
- Kiedy tylko zechcesz.
A na Lwiej Skale.
- Panie! Dobrze że jesteś, przygotowania się same nie zrobią! Została nam godzina! - Mówił Zazu. Doradca króla.
O 9 Zaczął się ślub. Uru miała pięknego kwiatka za uchem. A Ahadi! W pysku bukiet kwiatów.
Zaczęła się ceremonia.
- Czy ty, Uru, bierzesz tego lwa za męża? - Pyta Szaman.
- Tak, biorę.
- A czy ty, Ahadi, bierzesz tę lwicę za żonę?
- Tak, biorę!
- A więc, ogłaszam was mężem i żoną!
Wszyscy wiwatowali i się radowali.
Potem wszyscy poszli na polowanie. A potem, t co najlepsze, ucztowali!
Dochodziło południe. Gdy wszyscy się bawili, Uru nagle zemdlała.
- Uru. Uru! Kochanie! Niech ktoś wezwie lekarza! - Zawołał Ahadi.
Szybko Szaman wziął ją do swojego drzewa.
- Uru! - Zatęsknił Ahadi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz